Home / Duchowość  / Cisza  / Duchowy dres i Wielki Tydzień

Duchowy dres i Wielki Tydzień

Bóg posyła w różne miejsca. Nie zawsze dla nas wygodne, a nawet wręcz przeciwnie – często odrzucające i trudne. Jednak miłosierny Ojciec wybiega na spotkanie w samym ich centrum.

Jakiś czas temu gościłam u siebie znajomą przyjaciółki. Niedziela, mały stolik z kawą, owsianka, w tle muzyka. Świętowanie dnia, który nas przywitał.

Ona – ubrana w kremową sukienkę z dodatkiem stylowej biżuterii. Ja – szara tunika, legginsy, luźno upięte włosy i kolorowe dodatki. Każda z nas miała inne plany na ten dzień. O czym mówiły nasze stroje. Ja byłam już po pewnej pracy, potrzebując oddechu. Ona dopiero wychodziła na spotkanie.

Rzeczywistość wymaga od nas różnych form. Ze względu na miejsce pracy, okoliczności. Korporacje w piątki tolerują jeansy, bo to już prawie weekend, a świąteczne spotkania z rodziną gustują w sukienkach i krawatach. To nic złego.

Jednak tak nieustanne zmiany i zasady mogą męczyć. Człowiek będący w kilku, a czasem kilkunastu miejscach dziennie, wchodzi w różne role nie mając chwili na zatrzymanie się nad samym sobą. Swoją wewnętrzną stylizacją.

Wielki Tydzień, to czas dochodzenia do samego siebie, do Boga. Bez ról, strojów, upiększeń. Ubranie się w duchowy dres, który w każdym miejscu pozwoli być swobodnym, bo przy Nim. On ubiera w najpiękniejsze klejnoty i daje nieśmiertelne szaty. „Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi” – mówi do odnalezionego syna. W pracy, na uczelni, ważnym spotkaniu.

Dres to strój, w którym człowiekowi jest wygodnie. Jest u siebie. Przykrywa się kocem. Bierze kubek herbaty do ręki i zostaje na miejscu. Nie ucieka. Bo czuje się bezpiecznie.

W poranek Uroczystości Świętego Józefa przyjęłam Szkaplerz. Prawie całą resztę dnia spędziłam na zakupach. W chwili kryzysu, przyszło do mnie doświadczenie pokoju, mimo, że po ludzku nie miałam już sił na jakiekolwiek działanie. Miałam na sobie najświętsze szaty.

Przebywanie z Bogiem sprawia, że coraz częściej wyciągamy coś z Jego szafy, a nie swojej.
I możemy pozostać spokojni w każdym miejscu, do jakiego nas zaprowadzi.

Jezu daj nam, byśmy swoje serce ubierali tylko w Twoje szaty. Nie kierując się światem.

Szuka Boga. Kocha Tatry i muzykę. Tęskni za samą sobą stworzoną przez Niego. I za wolnością. W mieście uczy się żyć, choć czasem czuję się w nim jak na pustyni. Ma wspaniałych przyjaciół ! W ciszy, duchowości karmelitańskiej, muzyce i ludziach odkrywa jedyny Cel. Kiedyś też wybrała się w podróż autostopową- która zmienia do dziś.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.