Home / Duchowość  / Droga Krzyżowa cz. II: RĘCE

Droga Krzyżowa cz. II: RĘCE

ręcę M

Tydzień temu było o dobrym języku, o podejściu. Otwarty stosunek do ludzi wokół nieuchronnie prowadzi do spotkań i relacji. Te z jakiegoś powodu bywają różne. Czemu tak się dzieje? Dziś będzie właśnie o relacjach. Dlatego ręce. Wyciągnięte ręce świetnie symbolizują relacje.

Wbrew pozorom spora część drogi krzyżowej jest poświęcona relacjom. Jezus w tej drodze spotkał na pewno przeróżnych ludzi. Droga przez Jerozolimy na Golgotę prowadziła zatłoczonymi, pełnymi kupców uliczkami, gdzie nie tylko ciężko było uniknąć ludzi, ich nadmiar z pewnością był uciążliwy. Tym bardziej, że droga skazańca z krzyżem była rodzajem rozrywki, gromadziła więc sporo gapiów.

Z jakiegoś powodu w stacjach drogi krzyżowej są zawarte tylko cztery spośród całego kalejdoskopu spotkań. Na początku – to z matką (stacja IV), potem pomoc Szymona Cyrenejczyka (Stacja V), następnie Weronika ocierająca Jezusowi twarz (stacja VI), a na koniec „pocieszanie” lamentujących niewiast (stacja VIII).

Myślę, że ta ograniczona liczba jest nieprzypadkowa. Te cztery spotkania opisują bowiem wszystkie możliwe rodzaje relacji. Spotkanie z matką jest symbolem relacji tradycyjnych, tych, które nas ukształtowały, Weronika to relacje z przyjaciółmi, osobami bliskimi, spotkanie z Szymonem obrazuje relacje z ludźmi obojętnymi, neutralnymi, natomiast rozmowa z płaczącymi niewiastami – jakoś przewrotnie – stosunek do tych najzwyczajniej niechętnych, jeśli nie wrogich. Warto przyjrzeć się każdej z tych rodzajów bliżej, żeby zrozumieć, co Jezus chce powiedzieć o relacjach swoją drogą krzyżową.

kościoł MALUTKI

Po pierwsze – tradycja – te relacje, w których się wychowywaliśmy. Są wśród nich relacje rodzinne, pierwsi przyjaciele, idole, są także pewnie pierwsi nauczyciele i autorytety. Wszystko to, co pomagało dorastać, z jednej strony chroniąc przed niebezpieczeństwami, a z drugiej – dając możliwość rozwoju i pomagając się kształtować. Ale to był tylko pierwszy akt bycia człowiekiem. Żeby dowiedzieć się, kim jesteś, rozwinąć się do końca i ukształtować ostatecznie – konieczne było porzucenie tych tradycyjnych relacji. A takie pozostawienie czegoś za sobą, zerwanie – rodzi lęk.

Nie inaczej było w sytuacji Jezusa. W drodze Krzyżowej spotyka się z matką, której dawno nie widział. Kilka lat temu opuścił dom i poszedł nauczać po wszystkich okolicznych krainach. Żeby zrealizować swoje powołanie, wypełnić misję, po prostu przeżyć życie – musiał zostawić za sobą swoją rodzinę, mimo iż była to najlepsza i pewnie najbardziej kochająca rodzina – w końcu święta.

Ale w tym spotkaniu z matką ukryta jest odpowiedź na ten lęk. Maryja nie robi Jezusowi wyrzutów, a ten ani się nie tłumaczy, ani nie opowiada nie wiadomo jak wiele o tym, co się działo w Jego życiu. Jedno spojrzenie wystarczy, aby odnowić tę bliskość. I dlatego nie ma się czego bać. Mimo pozornego zerwania, porzucenia, fizycznego odejścia – te pierwsze relacje pozostaną w nas na zawsze. Będą zakorzenione w sposobie mówienia, myślenia, w doborze słów, w naszych przyzwyczajeniach czy preferencjach. Będą wreszcie zawsze blisko poprzez wspomnienia i pamięć. Maryja i Jezus to wiedzą, dlatego wystarczy im jedno spojrzenie – jak w Kanie Galilejskiej.

Drugi rodzaj relacji – to te przyjacielskie. Weronika przynosząca Jezusowi chustę do otarcia zmęczonej twarzy. W tym spotkaniu jest kilka elementów charakterystycznych dla relacji z ludźmi naprawdę tobie bliskimi. Weronika widzi cierpiącego, spragnionego człowieka, z twarzą spoconą, brudną od krwi i błota. Postanawia wyjść naprzeciw jego widocznym potrzebom. Idzie do domu, szuka chusty, potem biegnie przez miasto, żeby przygotować się na spotkanie w miejscu jeszcze nie obstawionym przez żołnierzy. Ociera Jezusowi twarz, a ten w wdzięczności zostawia jej swój wizerunek. Weronika angażuje się, podejmuje inicjatywę, a nie mogąc się szczegółowo dopytać odczytuje widoczne potrzeby i sama z siebie inwestuje czas w zorganizowanie tego, czego Jezus pragnie. Poświęcenie czasu (bo to najczęściej czas na nic konkretnego nie wykorzystany), obecność, bliskość, odpowiadanie na widoczne potrzeby, wychodzenie naprzeciw – to przepis na dobre relacje z przyjaciółmi. A odpowiedzią może być tylko wdzięczność.

photo-1439920120577-eb3a83c16dd7

W trzeciej kolejności chciałbym (niechronologicznie może) pochylić się nad spotkaniem z wrogami. Zapytać można, dlaczego kobiety, które płaczą nad losem Jezusa uznać można za symbol relacji z ludźmi niechętnymi. Powodów jest wiele. Po pierwsze – stoją one z boku. Po drugie – nie przekraczają granicy bliskości, pozostają w bezpiecznej odległości. Po trzecie – wydaje mi się, że tak naprawdę nieważne, jaka jest treść tego, co krzyczą – prezentują postawę komentującego z daleka, a taka jest właściwa także wyśmiewającym.

A Jezus w tym wypadku jest nieubłagany. On – miłosierny i dobry w większości sytuacji – twardo odpowiada na tę postawę komentowania z bezpiecznej odległości, nieangażowania się osobiście. Odsyła te kobiety do własnych relacji rodzinnych, w których bliskość jest niejako wymuszona, wpisana w nie z założenia, a przez to pokazuje, czego brak w ich lamencie – właśnie zaangażowania i bliskości.

To spotkanie jest tylko symboliczne, ale zawiera w sobie ważne zobowiązanie i przestrogę. Po pierwsze – przestroga, by lepiej sprawdzać swoje bliskie relacje, relacje z ludźmi, których uznajemy za przyjaciół. Może zdarzyć się sytuacja, że znasz się z kimś, lubicie się, wcale nie będąc sobie bliskimi. Wtedy jest wam bliżej do relacji Jezusa i płaczek niż do przyjaźni. Warto to jak najszybciej zmienić i wyjść do siebie jak Weronika do Jezusa, zaangażować się i zbliżyć.

Po drugie, okazuje się, że przeciwnik to nie tylko ten, który nienawidzi czy działa na czyjąś niekorzyść. To także ten, który jest po prostu obcy. W języku polskim dobrze oddaje to wyraz „bliźni” – wywodzący się właśnie z bliskości. Bliźni to ten, o którym myślę jak o bliskim sobie. A skoro wszyscy mają być moimi bliźnimi – to nie mogę stać z boku, nie angażować się, nie mówiąc już o komentowaniu z bezpiecznej odległości. Muszę zrobić wszystko, by dla każdego z nich stać się bliskim, przynajmniej na tyle, na ile będzie to możliwe.

Niee M

Jak to zrobić? Konkretne wskazówki znajdują się w ostatnim spotkaniu – z Szymonem. Symbolizuje ono relację z ludźmi obojętnymi wobec nas i daje świetny przepis na to, jak się wobec nich zachowywać. Szymon – człowiek stojący z boku, obojętny i nieangażujący się zupełnie w to, co się dzieje – zostaje poproszony o pomoc.

W tym prostym geście dokonuje się coś niezwykłego. Jezus poprzez tę prośbę, otwarcie się, wyartykułowanie swoich potrzeb (choć może dokonało się to językami żołnierzy), stawia Szymona wobec decyzji. Nie może on pozostać obojętny. Musi coś wybrać, jakoś się zachować. I Szymon robi ten krok, odpowiadając pozytywnie na prośbę Jezusa. Wychodzi z obcości a przechodzi w bliskość. Staje się bliższym Jezusowi niż wszyscy ludzie dookoła.

W tej krótkiej historii realizuje się przejście od postawy osoby obojętnej i dalekiej do bliskiej, przełamanie granicy obojętności. Ten moment jest niezwykle ważny, bowiem tego przekroczenia nie da się już cofnąć. Nie da się kogoś od-zapoznać, od-zbliżyć się. Można już tylko się skrzywdzić i zerwać relację, ale raz otwarta sama się nie zamyka.

I taki jest przepis na czynienie ludzi sobie bliższymi, na przekraczanie granicy bezpieczeństwa, nieznajomości, obcości, obojętności: wyartykułować swoją potrzebę i poprosić o pomoc. Po pierwsze – pozwoli to upewnić się, że ten człowiek wie, czego ci naprawdę potrzeba, a z drugiej strony – postawi go w sytuacji wyboru – albo się do ciebie zbliży albo odwróci plecami, a na pewno nigdy więcej nie będzie obojętny.

Dzisiejsze rozważanie jest może trochę przydługie. Nie spodziewałem się jednak, że delikatne zawiłości relacji da się zawrzeć w króciutkim tekście. Myślę jednak, że wnioski dotyczące budowania relacji, radzenia sobie z nimi, kształtowania ich są czytelne. Najważniejszą granicą pomiędzy wrogością a przyjaźnią jest bliskość. Ta bliskość jest przepisem na budowanie i utrzymywanie dobrych relacji. Nie chodzi tu tylko o bliskość intymną. Realizuje się ona w tych wszystkich zachowaniach opisanych w czterech spotkaniach Jezusa w drodze na Golgotę. Chodzi o zaangażowanie, zainteresowanie, zabieganie, obecność, a także wdzięczność. Z drugiej strony o artykułowanie własnych potrzeb, tak by dać ludziom dookoła możliwość odpowiedzi. A po trzecie o słuchanie ich potrzeb, szczególnie potrzeb ludzi bliskich tobie.

BLISKO

Ten sam przepis dotyczy budowania relacji przyjacielskich w związku, małżeństwie, a także zaprzyjaźnienia się z Jezusem. Wielki Post jest dobrym czasem na zapytanie się siebie o to, czy On jest mi osobą bliską czy raczej pozostaje obojętny…

Filozof z wykształcenia i zamiłowania. Czasem poeta. Rzadziej kompozytor. Zakochany w ludziach, teatrze i muzyce. Miasto odkrywa głównie w dźwiękach. Uwielbia słuchać i patrzeć. Czasem przysiada się do ludzi, by z nimi rozmawiać. Marzyciel zamknięty w ciele drwala. Nie mógłby żyć bez mięsa i kawy.

3 KOMENTARZY
  • Gość Marzec 7, 2016

    myślę że masz bardzo dużo racji, a najbardziej do mnie trafia fragment poświęcony spotkaniu z Weroniką, czyli relacje przyjacielskie. Czasami wydaje się nam że ktoś kogo uważamy za przyjaciela staje się osobą obcą przez jedno zdarzenie i chociaż walczy się o tę relację to z tej drugiej strony jest brak jakiejkolwiek chęci czy ochoty na to aby zmienić ten stan w którym pozostają, a wystarczy tylko, ablo aż być jak Chrystus czyli być po prostu miłośiernym i pełnym miłości do drugiego człowieka i wybaczyć tej drugiej osobie.

  • Mirek Marzec 25, 2016

    Świetne wskazówki dotyczące budowania relacji, radzenia sobie z nimi, kształtowania ich:
    – zaangażowanie, zainteresowanie, zabieganie, obecność, a także wdzięczność
    – artykułowanie własnych potrzeb, tak by dać ludziom dookoła możliwość odpowiedzi
    – słuchanie ich potrzeb, szczególnie potrzeb ludzi bliskich tobie